Pozorny blask i prawdziwa ciemność
Słowami Ewangelii według św. Mateusza (Mt 5,13-16) Jezus wzywa nas, abyśmy rozświetlali ciemności naszych domów.
Miałam ostatnio okazję odwiedzić miejsce, w którym blask świateł, lamp, złota i diamentów niemal zalewał otaczającą rzeczywistość. Wszystko tam było wykonane ludzką ręką, z najwyższą precyzją, dbałością o szczegóły i wielkim przepychem.
Mimo tego oślepiającego niemal blasku czułam, że otacza mnie ciemność, której nawet najmocniejsze reflektory nie są w stanie pokonać. To doświadczenie uświadomiło mi, że każde światło pochodzące wyłącznie od człowieka – jakkolwiek byłoby piękne – pozostaje sztuczne i nie zdoła rozproszyć mroku duszy.
O jakim zatem świetle mówi Chrystus?
Zestawiając Księgę Izajasza (Iz 58,7-10) ze słowami św. Pawła (1 Kor 2,1-5), otrzymujemy konkretne wskazówki dotyczące tego, co może skutecznie rozjaśnić ciemność.
Iskra Miłosierdzia
Po pierwsze: Miłość w działaniu, czyli Miłosierdzie. Chodzi o to, by dostrzec tych, którzy się źle mają, i podzielić się z nimi tym, co w nas dobre. Tych ciemności nie rozświetlą anonimowe przelewy czy okazjonalne datki – one bywają jedynie chwilowym uspokojeniem naszych wyrzutów sumienia. To często nie miłość, lecz spłata długu, jaki wobec nich mamy, żyjąc w warunkach, które niejednokrotnie wynikają z naszego pochodzenia czy wrodzonych zdolności.
Światło rodzi się w relacji
Ludzie chorzy, biedni i odrzuceni skorzystają z pieniędzy tylko przez chwilę. Prawdziwe światło rodzi się w relacji. My potrzebujemy zobaczyć Chrystusa cierpiącego w oczach ubogich, a oni potrzebują dostrzec Jezusa Dobrego Pasterza w oczach tych, którzy pochylają się nad ich cierpieniem. Nie ma większej radości niż ta, gdy pokonuje się własne bariery, by podać rękę i spojrzeć w oczy komuś, na kogo nikt inny nie patrzy. Bóg jest Miłosierdziem, dlatego uzdalnia nas do takiej miłości. Jest ona jednak możliwa tylko wtedy, gdy „zrzucimy jarzmo” własnych uprzedzeń i osądów. Tylko w ten sposób możemy oczyszczać się z naszych wewnętrznych mroków. Święty Paweł przypomina, że nie mamy błyszczeć własnym słowem ani ludzką mądrością. Mamy się opierać na mocy Bożej, nie na ludzkich zdolnościach i wysiłkach.
Być odblaskiem Boga
Tu dochodzimy do sedna: to nie nasza własna światłość rozjaśni świat. Im szybciej to zrozumiemy, tym prędzej zaczniemy oczyszczać się z naszych własnych pomysłów na świat, by przestać zaciemniać blask Boga w nas. Mamy być czystym lustrem skierowanym ku ludziom, wśród których żyjemy. Tylko wtedy mamy szansę zobaczyć, jak rozświetla się rzeczywistość dookoła nas – nasz dom.
Dopiero wtedy „sól ziemi” i „światło świata” stanie się naszą codziennością.



